Biennale Sztuki Rawicz Rokosowo

        Gdy myślę „biennale sztuki”, to pierwszym skojarzeniem jest Wenecja. Skojarzenia odsyłają mnie do pamięci prezentowanych tam dzieł, do laureatów kolejnych edycji, do wielkiego docenionego mniej lub bardziej malarstwa. Tak, „Biennale we współczesnej sztuce nie jest tylko nazwą imprezy odbywającej się w dwuletnim cyklu, ale także marką dużej wystawy o międzynarodowym prestiżu.[1]. 30 kwietnia 1895 r. w Wenecji otwarto Pierwszą Międzynarodową Wystawę Sztuki - I Biennale; jej założeniem była m.in. promocja „nowej” sztuki.

Muzeum Ziemi Rawickiej powołano 6 lipca 1971 r. Tradycja międzynarodowych wystaw współczesnej plastyki sięga w nim 1983. r., kiedy to miała miejsce wystawa grafiki Pavla Hlavatego z Czech. Jako swego rodzaju specjalizację Rawicz wybrał exlibris i miał w tym zakresie znaczące rezultaty.

W pierwszym roku nowego stulecia, 28 sierpnia 2001 r. w rawickim muzeum otwarto I Biennale Sztuki Europejskiej Rawicz - Pakosław - Rokosowo. Jego inicjatorami i organizatorami była czteroosobowa grupa plastyków z Rawicza R4: Adamczyk, Jarczewski, Klimaszewski i Łukowiak. Potrzeba tej imprezy wyszła tutaj od części miejscowego, wykształconego środowiska artystycznego. Organizatorzy właściwie do ostatnich chwil zastanawiali się nad formułą ich biennale. Stąd też na części oficjalnych druków, m.in. zaproszeniu, informowano o otwarciu Europejskiego Biennale Malarstwa, ale inne publikacje i media informowały już o Biennale Sztuki Europejskiej. Dla konstrukcji tamtej wystawy, ta ostatnia nazwa wydawała się być sensowniejszą, bo ilościowo malarstwo wcale nie przeważało, a ponadto sztuka jest pojęciem szerszym. W sztuce jest miejsce na wszystko, oczywiście odpowiedniej jakości. Stanowiło to też swoisty wentyl bezpieczeństwa dla organizacji kolejnych edycji. Dwaj malarze, fotografik i rzeźbiarz z R4 do wystawy zaprosili 20 artystów, oprócz siebie, trzech Polaków (Gumiela, Lewandowski-Palle i Skarbek), Francuzkę, Bułgara, Litwina, Ukraińca, Węgra, Rosjan, Włochów i Czechów (w tym, co zrozumiałe Hlavatego), najwięcej … grafików. Wprawdzie części zagranicznych uczestników imprezy w ostatnim momencie zabrakło, ale i tak wyszła zupełnie ciekawa wystawa. Zdumiewające: malarstwo pokazywali wyłącznie Polacy…

Pytany o cele pierwszych Biennale J. Jarczewski mówił: „Ideą przewodnią biennale jest promocja sztuki”, wskazywał na rozszerzenie współpracy kulturalnej między twórcami różnych krajów, integrację europejskich środowisk twórczych, wymianę doświadczeń artystycznych, promocję Wielkopolski, regionu leszczyńskiego i Rawicza[3]. Dostrzegał, że „Biennale ma szansę stać się znaczącym wydarzeniem artystycznym w Polsce, a być może i w Europie”[4].

Imprez typu biennale przybywa, zwłaszcza po 1989 r. w Europie Środkowej. Rówieśnikiem rawickiego biennale jest albańskie Tirana Biennale. Tu i ówdzie mówi się o „biennalomanii”. Ale „biennale” zobowiązuje. Czy można znaleźć, ukształtować własną ścieżkę biennale? Czy receptą na sukces artystyczny i organizacyjny są pieniądze? Nie na wszystko, ale bez nich jest trudniej. Berlińskiemu biennale zapewne nie brakuje pieniędzy. Mój niepokój budziła panująca tam (bb5) nuda, chaos, nonszalancja i brak malarstwa, jakby ono już sztuką nie było. Poszukując sztuki udałem się do … muzeów. I tam właśnie, a nie w rozrzuconych miejscach ekspozycji spotkałem wielu kolegów malarzy.

Biennale zobowiązuje. W Rawiczu nie sięgnięto po określenia: wystawa, spotkania, konfrontacje, przegląd czy festiwal. Trzeba się porównywać z ważnymi imprezami, takie porównywanie nie może dziwić. Byłem uczestnikiem wszystkich dotychczasowych rawickich Biennale. Sztukę, którą proponowano, można było zobaczyć i mieć o niej własne zdanie. Pozwolę sobie wspomnieć o znakomitej publiczności - próbujących przekraczać konwencję poprzez różnorodne działania - wernisaży; lubię tu wystawiać, bo tutaj jest publiczność. Rozmawiam z rawicką publicznością od lat, i wiem, że ona poszukuje tam przede wszystkim … malarstwa. Nie tylko rawicka, ale polska publiczność kocha malarstwo, stąd ta zdumiewająco liczna frekwencja na ważnych wystawach malarstwa. Polacy „głosują” (od dawna) za malarstwem nogami. Malarstwo w Polsce jest (przez publiczność) szanowane szczególnie. Skandal, prowokacja itp. działania sztuki zwiększają tylko szacunek dla malarstwa. Gdyby organizatorzy zechcieli przedłużyć trwanie Biennale na początek września, gdy powraca młodzież, możnaby mówić o zdumiewającym sukcesie frekwencyjnym. Jeśli poważnie przyjmować deklaracje o otwarciu się biennale na młodzież i rozwoju jej wrażliwości estetycznej to zmiana terminu będzie czymś oczywistym. Nawet najbardziej huczne wernisaże to nie wszystko.

Daleki jestem od usytuowania tej propozycji jako dowartościowania twórczości lokalnej. Nie ma dzisiaj miejsc, w których tworzy się najważniejsze rzeczy w sztuce. Ale mamy jednocześnie siłę wielkich ośrodków, które tę sztukę kształtują. Zderzenie centrum z jego peryferiami, prowincją stawia te ostatnie na z góry określonej pozycji. Rawicz posiada aspiracje i nie posiada obezwładniającego poczucia niższości. Zdystansowany od wyznaczania trendów, szuka swojego miejsca w kulturze, „wydeptuje” swoją ścieżkę.

II Biennale w 2003 r. głównie było zderzeniem zróżnicowanego polskiego malarstwa (Adamczyk, Angier, Dudkowiak, Jarczewski, Kielan, Lewandowski-Palle, Łukowiak, Skarbek) z fotografią (Klimaszewski, Paszkiewicz - Francja, Pluszynski - Niemcy) ale w pamięci pozostała głównie niedościgniona w innych rawickich imprezach organizacja.

III Biennale (2005) w mojej pamięci pozostawiło przede wszystkim wysokiej klasy sztukę geometrii kontynuatorki najwyższych osiągnięć konstruktywizmu Caroli Bark, oraz realistyczne malarstwo Holendrów: urbanistyczne pejzaże Rogiera Janssena i autoportrety Lique Schoot.

5 lutego 2007 zmarł Z. Łukowiak. Grupa R4 przestała istnieć a jednoosobowym kuratorem IV Biennale w 2007 r. został J. Jarczewski. Od tego momentu, merytorycznie, to już nie biennale R4, ale biennale Jarczewskiego, który mówił: „Nie ukrywam ambicji, jakie towarzyszą mi przy organizacji kolejnych edycji związanych z poziomem artystycznym prezentacji… trudno porównywać się do ważnych biennale sztuki”[5]. W warstwie merytorycznej zdecydował się na ściślejszą współpracę z Akademiami Sztuk Pięknych w Poznaniu i we Wrocławiu, choć przekłada się ona głównie na wystawy i konferencje organizowane pomiędzy biennale. W warstwie artystycznej rozszerzył imprezę o sztukę rumuńską, na bazie artystów-pedagogów z Uniwersytetu Sztuki i Projektowania w Cluj-Napoca (znakomity grafik Cristian Opris oraz równie świetni malarze Ioana Olahut i Kudor Duka Istvan) i belgijską (ciekawy grafik Christophe Meul).

Od pięciu lat rawickiemu Biennale towarzyszą „Europejskie Konferencje Kulturalne”; pierwsza z nich miała miejsce 19-20 sierpnia 2004 r., a jej temat brzmiał „Europa a tożsamość europejska”. Ich ważność polega na jakości wygłaszanych tam referatów, referatów o miejscu, randze i roli sztuki w krajach Europy. Te konferencje dobrze świadczą o jakości całości przedsięwzięcia, są może nawet jego najwartościowszym elementem. Wykłady G. Dziamskiego, O. Holubetsa, R. Janssena, A. Kostołowskiego, E. Kościelak, J. Ryczek, A. Saja czy F. Vaccottiego, Włocha mającego pod dostatkiem wielkiej, światowej sztuki włoskiej, który mówił w Rawiczu o tym, za co kocha polskie malarstwo i za co można je prawdziwie kochać. Były to teksty mądre, pozostające w pamięci, niestety, nie wydrukowane.

Rawickiemu biennale brakuje przede wszystkim tematu-problemu, czytelnie skonstruowanej tezy, haseł porządkujących kolejne edycje. Z prywatnych rozmów z Jarczewskim wnioskuję, że dojrzewa do przekroczenia szacownych murów muzeum i „wypuszczenia” biennale w przestrzeń miasta, która dzisiaj staje się w jakimś sensie podobrazie, (w końcu istnieje choćby Banksy). To dobrze rokuje na przyszłość tej imprezy. Ale najpierw Rawicz winien odpowiedzieć, nie czy ale jak bardzo biennale sztuki jest miastu potrzebne.

Nie wiem ile miast na świecie ma w herbie niedźwiedzia, zapewne dużo. Myślę jednak, że - bez obawy plagiatu - Rawicz mógłby zacząć honorować najwyższe osiągnięcia uczestników swojego biennale np. Statuetkami Niedźwiadka, w dwóch obszarach: za całokształt twórczości oraz za najwartościowszy zestaw prac prezentowanych w kolejnych edycjach. Nie tylko dla pewnego prestiżu artystów, ale choćby dla promowania siebie poprzez katalogowe biogramy laureatów.

Włosi zapracowali na ważność Biennale w Wenecji. Stało się ono słupem milowym dla podobnych przedsięwzięć. Od 7 czerwca trwa tam właśnie, największe w historii, 53 Biennale, tym razem z hasłem „Making Worlds” - „Tworzyć światy”. Pięknie byłoby, gdyby za 96 lat, w 2105 roku Rawicz kontynuowałby dzieło swoich poprzedników. Na prestiż pracuje się latami.

                                                            prof. Paweł Lewandowski-Palle




[1] Piotr Bernatowicz, „Peryferyjne biennale w Europie Centralnej”, Arteon nr6(86) czerwiec 2007, str.28.

[2] Panorama Leszczyńska „Uszlachetnianie duszy” 28.08.2003

[3] Gazeta Poznańska „Bliżej centrum” 13.08.2003

[4]ABC, „Sztuka sojusznikiem” 29.08-1.09.2003

[5] J. Jarczewski, tekst wstępny w katalogu IV Biennale Sztuki Europejskiej Rawicz - Rokosowo 2007, str.4.