|
Biennale Sztuki Rawicz
Rokosowo Muzeum
Ziemi Rawickiej powołano 6 lipca 1971 r. Tradycja międzynarodowych wystaw
współczesnej plastyki sięga w nim 1983. r., kiedy to miała miejsce wystawa
grafiki Pavla Hlavatego z Czech. Jako swego rodzaju specjalizację Rawicz wybrał
exlibris i miał w tym zakresie znaczące rezultaty. W
pierwszym roku nowego stulecia, 28 sierpnia 2001 r. w rawickim muzeum otwarto I
Biennale Sztuki Europejskiej Rawicz - Pakosław - Rokosowo. Jego inicjatorami i
organizatorami była czteroosobowa grupa plastyków z Rawicza R4: Adamczyk,
Jarczewski, Klimaszewski i Łukowiak. Potrzeba tej imprezy wyszła tutaj od
części miejscowego, wykształconego środowiska artystycznego. Organizatorzy
właściwie do ostatnich chwil zastanawiali się nad formułą ich biennale. Stąd
też na części oficjalnych druków, m.in. zaproszeniu, informowano o otwarciu
Europejskiego Biennale Malarstwa, ale inne publikacje i media informowały już o
Biennale Sztuki Europejskiej. Dla konstrukcji tamtej wystawy, ta ostatnia nazwa
wydawała się być sensowniejszą, bo ilościowo malarstwo wcale nie przeważało, a
ponadto sztuka jest pojęciem szerszym. W sztuce jest miejsce na wszystko,
oczywiście odpowiedniej jakości. Stanowiło to też swoisty wentyl bezpieczeństwa
dla organizacji kolejnych edycji. Dwaj malarze, fotografik i rzeźbiarz z R4 do
wystawy zaprosili 20 artystów, oprócz siebie, trzech Polaków (Gumiela,
Lewandowski-Palle i Skarbek), Francuzkę, Bułgara, Litwina, Ukraińca, Węgra, Rosjan,
Włochów i Czechów (w tym, co zrozumiałe Hlavatego), najwięcej … grafików. Wprawdzie
części zagranicznych uczestników imprezy w ostatnim momencie zabrakło, ale i
tak wyszła zupełnie ciekawa wystawa. Zdumiewające: malarstwo pokazywali
wyłącznie Polacy… Pytany
o cele pierwszych Biennale J. Jarczewski mówił: „Ideą przewodnią biennale jest
promocja sztuki”,
wskazywał na rozszerzenie współpracy kulturalnej między twórcami różnych
krajów, integrację europejskich środowisk twórczych, wymianę doświadczeń
artystycznych, promocję Wielkopolski, regionu leszczyńskiego i Rawicza[3].
Dostrzegał, że „Biennale ma szansę stać się znaczącym wydarzeniem artystycznym
w Polsce, a być może i w Europie”[4]. Imprez
typu biennale przybywa, zwłaszcza po 1989 r. w Europie Środkowej. Rówieśnikiem
rawickiego biennale jest albańskie Tirana Biennale. Tu i ówdzie mówi się o
„biennalomanii”. Ale „biennale” zobowiązuje. Czy można znaleźć, ukształtować
własną ścieżkę biennale? Czy receptą na sukces artystyczny i organizacyjny są
pieniądze? Nie na wszystko, ale bez nich jest trudniej. Berlińskiemu biennale
zapewne nie brakuje pieniędzy. Mój niepokój budziła panująca tam (bb5) nuda,
chaos, nonszalancja i brak malarstwa, jakby ono już sztuką nie było. Poszukując
sztuki udałem się do … muzeów. I tam właśnie, a nie w rozrzuconych miejscach
ekspozycji spotkałem wielu kolegów malarzy. Biennale
zobowiązuje. W Rawiczu nie sięgnięto po określenia: wystawa, spotkania,
konfrontacje, przegląd czy festiwal. Trzeba się porównywać z ważnymi imprezami,
takie porównywanie nie może dziwić. Byłem
uczestnikiem wszystkich dotychczasowych rawickich Biennale. Sztukę, którą proponowano,
można było zobaczyć i mieć o niej własne zdanie. Pozwolę sobie wspomnieć o
znakomitej publiczności - próbujących przekraczać konwencję poprzez różnorodne
działania - wernisaży; lubię tu wystawiać, bo tutaj jest publiczność. Rozmawiam
z rawicką publicznością od lat, i wiem, że ona poszukuje tam przede wszystkim …
malarstwa. Nie tylko rawicka, ale polska publiczność kocha malarstwo, stąd ta
zdumiewająco liczna frekwencja na ważnych wystawach malarstwa. Polacy „głosują”
(od dawna) za malarstwem nogami. Malarstwo w Polsce jest (przez publiczność)
szanowane szczególnie. Skandal, prowokacja itp. działania sztuki zwiększają
tylko szacunek dla malarstwa. Gdyby organizatorzy zechcieli przedłużyć trwanie
Biennale na początek września, gdy powraca młodzież, możnaby mówić o
zdumiewającym sukcesie frekwencyjnym. Jeśli poważnie przyjmować deklaracje o
otwarciu się biennale na młodzież i rozwoju jej wrażliwości estetycznej to
zmiana terminu będzie czymś oczywistym. Nawet najbardziej huczne wernisaże to
nie wszystko. Daleki jestem od usytuowania tej propozycji jako dowartościowania twórczości lokalnej. Nie ma dzisiaj miejsc, w których tworzy się najważniejsze rzeczy w sztuce. Ale mamy jednocześnie siłę wielkich ośrodków, które tę sztukę kształtują. Zderzenie centrum z jego peryferiami, prowincją stawia te ostatnie na z góry określonej pozycji. Rawicz posiada aspiracje i nie posiada obezwładniającego poczucia niższości. Zdystansowany od wyznaczania trendów, szuka swojego miejsca w kulturze, „wydeptuje” swoją ścieżkę. II
Biennale w 2003 r. głównie było zderzeniem zróżnicowanego polskiego malarstwa (Adamczyk,
Angier, Dudkowiak, Jarczewski, Kielan, Lewandowski-Palle, Łukowiak, Skarbek) z
fotografią (Klimaszewski, Paszkiewicz - Francja, Pluszynski - Niemcy) ale w
pamięci pozostała głównie niedościgniona w innych rawickich imprezach
organizacja. III
Biennale (2005) w mojej pamięci pozostawiło przede wszystkim wysokiej klasy
sztukę geometrii kontynuatorki najwyższych osiągnięć konstruktywizmu Caroli
Bark, oraz realistyczne malarstwo Holendrów: urbanistyczne pejzaże Rogiera
Janssena i autoportrety Lique Schoot. 5
lutego 2007 zmarł Z. Łukowiak. Grupa R4 przestała istnieć a jednoosobowym
kuratorem IV Biennale w 2007 r. został J. Jarczewski. Od tego momentu,
merytorycznie, to już nie biennale R4, ale biennale Jarczewskiego, który mówił:
„Nie ukrywam ambicji, jakie towarzyszą mi przy organizacji kolejnych edycji
związanych z poziomem artystycznym prezentacji… trudno porównywać się do
ważnych biennale sztuki”[5]. W
warstwie merytorycznej zdecydował się na ściślejszą współpracę z Akademiami
Sztuk Pięknych w Poznaniu i we Wrocławiu, choć przekłada się ona głównie na
wystawy i konferencje organizowane pomiędzy biennale. W warstwie artystycznej
rozszerzył imprezę o sztukę rumuńską, na bazie artystów-pedagogów z
Uniwersytetu Sztuki i Projektowania w Cluj-Napoca (znakomity grafik Cristian Opris
oraz równie świetni malarze Ioana Olahut i Kudor Duka Istvan) i belgijską
(ciekawy grafik Christophe Meul). Od
pięciu lat rawickiemu Biennale towarzyszą „Europejskie Konferencje Kulturalne”;
pierwsza z nich miała miejsce 19-20 sierpnia 2004 r., a jej temat brzmiał
„Europa a tożsamość europejska”. Ich ważność polega na jakości wygłaszanych tam
referatów, referatów o miejscu, randze i roli sztuki w krajach Europy. Te
konferencje dobrze świadczą o jakości całości przedsięwzięcia, są może nawet
jego najwartościowszym elementem. Wykłady G. Dziamskiego, O. Holubetsa, R.
Janssena, A. Kostołowskiego, E. Kościelak, J. Ryczek, A. Saja czy F.
Vaccottiego, Włocha mającego pod dostatkiem wielkiej, światowej sztuki
włoskiej, który mówił w Rawiczu o tym, za co kocha polskie malarstwo i za co
można je prawdziwie kochać. Były to teksty mądre, pozostające w pamięci, niestety,
nie wydrukowane. Rawickiemu
biennale brakuje przede wszystkim tematu-problemu, czytelnie skonstruowanej
tezy, haseł porządkujących kolejne edycje. Z prywatnych rozmów z Jarczewskim
wnioskuję, że dojrzewa do przekroczenia szacownych murów muzeum i „wypuszczenia”
biennale w przestrzeń miasta, która dzisiaj staje się w jakimś sensie podobrazie,
(w końcu istnieje choćby Banksy). To dobrze rokuje na przyszłość tej imprezy.
Ale najpierw Rawicz winien odpowiedzieć, nie czy ale jak bardzo biennale sztuki
jest miastu potrzebne. Nie
wiem ile miast na świecie ma w herbie niedźwiedzia, zapewne dużo. Myślę jednak,
że - bez obawy plagiatu - Rawicz mógłby zacząć honorować najwyższe osiągnięcia
uczestników swojego biennale np. Statuetkami Niedźwiadka, w dwóch obszarach: za
całokształt twórczości oraz za najwartościowszy zestaw prac prezentowanych w
kolejnych edycjach. Nie tylko dla pewnego prestiżu artystów, ale choćby dla
promowania siebie poprzez katalogowe biogramy laureatów. Włosi
zapracowali na ważność Biennale w Wenecji. Stało się ono słupem milowym dla
podobnych przedsięwzięć. Od 7 czerwca trwa tam właśnie, największe w historii,
53 Biennale, tym razem z hasłem „Making Worlds” - „Tworzyć światy”. Pięknie
byłoby, gdyby za 96 lat, w 2105 roku Rawicz kontynuowałby dzieło swoich
poprzedników. Na prestiż pracuje się latami.
prof. Paweł Lewandowski-Palle [1] Piotr Bernatowicz, „Peryferyjne biennale w Europie Centralnej”, Arteon nr6(86) czerwiec 2007, str.28. [2] Panorama Leszczyńska „Uszlachetnianie duszy” 28.08.2003 [3] Gazeta Poznańska „Bliżej centrum” 13.08.2003 [4]ABC, „Sztuka sojusznikiem” 29.08-1.09.2003 [5] J. Jarczewski, tekst wstępny w katalogu IV Biennale Sztuki Europejskiej Rawicz - Rokosowo 2007, str.4. |